środa, 8 czerwca 2016

Czy wiesz, kim jesteś, czyli o zaginionej dziewczynie słów kilka

"I suppose these questions stormcloud over every marriage:
What are you thinking? How are you feeling? Who are you?
What have we done to each other? What will we do?"
Gone Girl

   Uwielbiam powieści, których bohaterowie potrafią mnie zaintrygować i zaskoczyć. A kiedy jeszcze powieści te cechuje doskonały styl, błyskotliwy język i niebanalny pomysł na fabułę, to satysfakcja z czytania gwarantowana. Niedawno właśnie miałam okazję taką powieść przeczytać i chciałabym na świeżo podzielić się z Wami swoimi wrażeniami.
   O "Zaginionej dziewczynie" po raz pierwszy usłyszałam już jakiś czas temu, ale długo trwało, zanim sięgnęłam po tę książkę. Opowiada ona historię zwyczajnego z pozoru małżeństwa dwojga ludzi, którzy pobrali się z wielkiej miłości i wbrew dzielącym ich różnicom. Nick to typowy amerykański chłopak z prowincji. Nieskomplikowany, sympatyczny, przystojny, dowcipny i mający powodzenie u płci przeciwnej. Amy jest piękną i bystrą dziewczyną z Nowego Jorku. Czarująca, inteligentna, zabawna i z posagiem. Wydawać by się mogło, że to idealna para śniąca swój idealny, amerykański sen. Tymczasem w dniu piątej rocznicy ich ślubu Amy znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Do sprawy włącza się policja, rozpoczynają się poszukiwania, o zaginięciu robi się głośno w mediach, a prowincjonalne i spokojne dotychczas miasteczko przeżywa najazd dziennikarzy. Im głębiej czytelnik zaczyna zaglądać pod fasadę doskonałego małżeństwa Nick'a i Amy Dunne, tym więcej odkrywa pod nią mrocznych sekretów. Okazuje się, że przypomina ono dojrzały owoc, który z zewnątrz wygląda bardzo apetycznie, lecz po rozkrojeniu obnaża drążące jego wnętrze robactwo.
Gillian Flynn. Zdjęcie: Peter Hoffman/Redux dla Rolling Stone.
   "Zaginiona dziewczyna" jest trzecią powieścią w dorobku Gillian Flynn, amerykańskiej pisarki, która dorastała w Kansas City, a po ukończeniu szkoły przez wiele lat pracowała jako dziennikarka w Nowym Jorku i LA. Kiedy pisarka przedstawiła maszynopis swojemu wydawcy, redaktor miał wątpliwości. "Zakończenie jest ryzykowne" - stwierdził. Flynn jednak zaufała swojemu pisarskiemu instynktowi. Jak się okazało - całkiem słusznie. "Zaginiona dziewczyna" już w tygodniu ukazania się na rynku zawitała na liście bestsellerów the New York Times, a tydzień później znalazła się na jej szczycie. W pierwszym roku sprzedaży powieść rozeszła się w liczbie około dwóch milionów egzemplarzy.
   Trzeba przyznać, że jest to sukces w pełni zasłużony. Flynn napisała bowiem książkę doskonałą pod wieloma względami. Jest tutaj wszystko, czego czytelnik może tylko zapragnąć - wartka i trzymająca w napięciu akcja, wyraziste i wielowymiarowe postacie, element zaskoczenia, świetnie napisane dialogi oraz monologi wewnętrzne bohaterów, które stopniowo wprowadzają nas w świat przeżyć Nick'a i Amy, krok po kroku odsłaniając przed nami kolejne warstwy ich osobowości. Wszystko to napisane jest językiem, który zdradza przenikliwość autorki, jej niezwykłą wręcz intuicję oraz umiejętność obserwowania ludzi i przelewania tych obserwacji na papier. 
   W trakcie poznawania historii Nick'a i Amy, ich przeszłości, marzeń, pragnień, a także głęboko skrywanych frustracji i lęków, z początku nic nie jest dla nas oczywiste. Autorka umiejętnie zasiewa w nas ziarno niepewności, w efekcie czego nie wiemy do końca, co o tym wszystkim myśleć. Im głębiej wkraczamy w z pozoru zwyczajne życie bohaterów, tym więcej odkrywamy faktów, które przyprawiają nas o gęsią skórkę. Postacie, które wyszły spod pióra Flynn są niepokojąco prawdziwe - niebanalne, skomplikowane, potrafiące nas zaskoczyć, rozbawić, zdenerwować. Bez oporów dajemy się wciągnąć w ich mroczną, toksyczną grę, śledząc z zapartym tchem rozwój wydarzeń i wyczekując finału, który zwali nas z nóg.
   Flynn nie ma oporów przed przedstawianiem swoich bohaterów w złym świetle i czynieniem z nich postaci mało sympatycznych, czy wręcz kontrowersyjnych. Jak sama twierdzi w wywiadzie udzielonym The Guardian, nie pisze dla ludzi, którzy na kartach powieści szukają przyjaciół, lecz dla czytelników takich, jak ona, którzy poszukują postaci interesujących. Dla Flynn nie ma znaczenia, czy daną postać polubi, czy nie. Najważniejsze, żeby była to postać niebanalna, taka, którą trzeba rozszyfrować.
   Flynn często pytana jest o swoje doświadczenia z dzieciństwa, ponieważ ludziom trudno jest uwierzyć w to, że taka sympatyczna i normalna osoba o zwyczajnym życiorysie może tworzyć postacie tak mroczne, o pokręconej psychice, skłonne do fizycznej i psychicznej przemocy. Wyjaśnienie, zdaniem Flynn, jest dość prozaiczne - właśnie dlatego, że miała tak spokojne i bezpieczne dzieciństwo, zawsze pociągała ją ta ciemna strona ludzkiej natury. Jak sama przyznaje, uwielbia snuć najgorsze możliwe scenariusze i zastanawiać się nad tym, do czego jest w stanie posunąć się człowiek i czy może mu to ujść na sucho.
   "Zaginiona dziewczyna" to powieść wielowymiarowa, wzbudzająca niepokój, obnażająca naszą bezbronność wobec nas samych - naszych impulsów i głęboko skrywanych potrzeb, z których często sami do końca nie zdajemy sobie sprawy. Docierając do finału powieści mimo woli zadajemy sobie pytania o to, kim tak naprawdę jesteśmy. Czy znamy siebie? Czy wiemy, do czego jesteśmy zdolni, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, by osiągnąć cel? A co najważniejsze - nie jesteśmy w stanie oprzeć się pokusie, by zapytać samych siebie o to, kim jest żyjąca obok nas, najbliższa nam osoba i czy naprawdę znamy ją tak dobrze, jak się nam wydaje.
Gone Girl (2014) reż. David Fincher
   W 2014 roku powieść Gillian Flynn doczekała się ekranizacji. Scenariusz do filmu napisała sama autorka, a w role dwójki głównych bohaterów mistrzowsko wcielili się Ben Affleck i Rosamund Pike. Zarówno powieść, jak i film gorąco Wam polecam :)

czwartek, 26 maja 2016

Matki i córki, czyli poznajcie bohaterki "Zapachu wspomnień"

   Od premiery "Zapachu wspomnień" wciąż jeszcze dzieli nas kilka tygodni, ale dzisiaj z okazji Dnia Matki (jako że "Zapach wspomnień" jest przede wszystkim powieścią o matkach i córkach właśnie) chciałabym przedstawić Wam główne bohaterki. Różni je niemal wszystko - styl bycia, przekonania, nawyki, podejście do życia, wady i zalety. Łączy jedno - poszukiwanie wewnętrznej siły, która pozwoli im stawić czoła rzeczywistości, czerpać naukę z porażek i nauczyć się żyć z bagażem wspomnień oraz trudnych doświadczeń. Zapewne niektóre z postaci wzbudzą w Was sympatię, niektóre niechęć. Być może poczujecie współczucie, zniesmaczenie, zrozumienie lub też kompletny jego brak... Jednym słowem - przygotujcie się na solidną dawkę emocji :)
   Poniżej każdą z bohaterek opisałam przy pomocy cytatu z książki. Pod cytatami mała niespodzianka - zdjęcia. Ot, taki mój pomysł, żeby przedstawić Wam te trzy matki oraz ich nastoletnie córki nie tylko za pomocą słów, ale także obrazów. Przedmioty na zdjęciach nie tylko wiążą się z daną bohaterką, ale także do pewnego stopnia oddają jej osobowość. W jaki sposób? O tym, mam nadzieję, przekonacie się już niedługo podczas lektury :)
   Życzę miłego czytania, a na koniec wszystkim mamom składam najserdeczniejsze życzenia z okazji ich święta!

Basia Stankiewicz

"Było wiele rzeczy, które lubiła robić jako młoda dziewczyna (...) ale tak naprawdę nie pamiętała, by z którąkolwiek z nich wiązała jakieś marzenia bądź nadzieje. Zawsze była osobą bardzo praktyczną i mało wymagającą (...) twardo stąpała po ziemi i ograniczała się w swych planach do tego, co pozostawało w zasięgu jej możliwości. Co więcej, łatwo było ją zadowolić i nie wymagała od życia zbyt wiele — ot, własnego kąta, rodziny i trochę spokoju (...) Od tak dawna skupiała się na Szymonie i dzieciach, że ich marzenia i ambicje stały się jej własnymi. Starając się być wzorową żoną i matką zagubiła gdzieś po drodze samą siebie".


Grażyna Ciszewska

"Była bardzo obowiązkową osobą i lubiła mieć wszystko zrobione na czas, uporządkowane i odhaczone. Pulpit jej komputera usłany był folderami, zawsze dokładnie opisanymi i ułożonymi w porządku alfabetycznym. Każdy plik i dokument miał właściwą nazwę i był zapisany w odpowiednim katalogu tak, że szukanie czegokolwiek zajmowało Grażynie z reguły nie więcej niż minutę. Dziennikarstwo było jej największą życiową pasją (...) Pracodawcy chwalili Grażynę za spostrzegawczość, pracowitość, rzetelność i dobre podejście do ludzi. Mimo to już jakiś czas temu doszła do wniosku, że w tym zawodzie nigdy nie osiągnie oszałamiającego sukcesu. Pracowała ciężko i wywiązywała się ze swoich zadań bardzo sumiennie, ale brakowało jej siły przebicia i charyzmatycznej osobowości. Nie szukała sławy i poklasku, nie lubowała się w tematach drażliwych i kontrowersyjnych, nie była także urodzoną pracoholiczką gotową poświęcić życie rodzinne dla kariery. Trzeźwo oceniała swoje możliwości i wytyczała sobie granice, bez żalu odgrywając w dziennikarskim świecie drugoplanową rolę".


Małgorzata Żak

"Rozpoczynając swoją prawniczą karierę, Gosia doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nieraz będzie musiała dokonywać wyborów pomiędzy pracą a życiem prywatnym, lecz okazało się, że przychodziło jej to zaskakująco łatwo. Często dawała swojej rodzinie odczuć, jak ważna jest dla niej praca i jak wiele jest gotowa poświęcić dla realizacji swoich ambicji. Przedstawienia szkolne, na które się spóźniała, wywiadówki, na których nie pojawiała się wcale, rodzinne wycieczki, które przekładała. Jej życiowe priorytety były jasno określone. Stawiała karierę na pierwszym miejscu i nie uważała, aby to czyniło z niej złą matkę".


Patrycja Stankiewicz

"Starała się skupić na (...) przemówieniu, lecz paląca skóra twarzy skutecznie odwracała jej uwagę. Dziewczyna dotknęła policzka. Jej skłonność do rumienienia się była już legendarna. Ela czasami specjalnie droczyła się z przyjaciółką lub opowiadała jej sprośne historie tylko po to, by obserwować, jak twarz koleżanki oblewa się czerwienią.
— Do tej pory myślałam, że takie cuda dzieją się tylko w kreskówkach — zażartowała kiedyś. I choć zapewne Ela zapomniała o tych słowach, ledwie je wypowiedziała, Patrycja zapamiętała je bardzo dobrze. „Tym właśnie jestem — wynaturzeniem godnym kreskówki” — pomyślała".


Alicja Ciszewska

"Alicja od dziecka we wszystkim, co ją spotykało, doszukiwała się głębszego znaczenia (...) Wierzyła mocno, że nie ma czegoś takiego jak przypadek. Przypadek czyniłby ze wszystkich strasznych rzeczy, wszystkich nieszczęść, całego ludzkiego cierpienia bezsensowną zabawę w rachunek prawdopodobieństwa, a to była okropna myśl. Wolała sobie wyobrażać, że świat jest areną, na której realizuje się boski plan, i że największe nawet zło istniało jedynie dla zachowania niezbędnej równowagi. Wiara w przeznaczenie pozwoliła jej przetrwać wiele trudnych chwil. Dzięki niej nie szukała na siłę wyjaśnień, odpowiedzi na pytania, na które tak naprawdę nie można było odpowiedzieć. Wystarczyło powtarzać sobie, że to wszystko ma sens, że tak widocznie musiało być. To był dla niej jedyny sprawdzony sposób na to, by pogodzić się z niesprawiedliwością i zaakceptować nieodwracalne zmiany".


Ela Żak 

 "Najwięcej chyba jednak mogłaby opowiedzieć o tym przejmującym uczuciu wyobcowania, które coraz częściej ją ogarniało. Gdyby tylko udało się jej znaleźć odpowiednie słowa… Bo jak niby miała wytłumaczyć babci tę przejmującą pustkę, którą w sobie czuła? Jak miała się przyznać do lęku, który jej nie opuszczał, skoro sama nie bardzo rozumiała, skąd się brał? Bała się i ukrywała ten niepokój pod maską złości i arogancji. Każda próba zrozumienia własnych zachowań kończyła się niepowodzeniem, spychaniem lęków i niepewności jeszcze głębiej, z nadzieją, że w końcu pozwolą o sobie zapomnieć. Jak miała jej powiedzieć, że nie wytrzymuje już sama ze sobą?".



piątek, 20 maja 2016

To mnie zachwyca: kredkami i pędzlem w 3D

   Jakiś czas temu poświęciłam na swoim blogu trochę miejsca nurtowi w sztuce zwanemu hiperrealizmem. Przedstawiłam wam wtedy piękne obrazy meksykańskiego malarza Omara Ortiza (kliknij tutaj, by przeczytać post). Dzisiaj pragnę zaprezentować wam niezwykłe rysunki równie utalentowanego artysty Marcello Barenghi.
   Urodzony we Włoszech Marcello nazywany jest przez wielu "hiperrealistycznym artystą rzeczy zwyczajnych" i, jak sam stwierdza, potencjalnie zafascynować go i zainspirować do pracy może dosłownie wszystko. Marcello ma w zwyczaju patrzeć na zwykłe obiekty codziennego użytku, na które my sami często nie zwracamy uwagi, i studiować ich kształty, kolory, refleksy, grę światła i cienia. Jest on zdania, że każdy obiekt kryje w sobie piękno. Patrząc na jego obrazy i rysunki nie można nie przyznać mu racji :)
   Wszystkie wykorzystane poniżej zdjęcia pochodzą ze strony artysty: http://www.marcellobarenghi.com/, na którą serdecznie was zapraszam!


















   Jeżeli chcielibyście podpatrzeć, jak rysunki i obrazy Marcello powstają krok po kroku, zapraszam na YouTube, gdzie artysta prowadzi swój własny kanał. Gorąco polecam :)