czwartek, 29 sierpnia 2013

Konkurs z uśmiechem :)

   Zgodnie z obietnicą mam dla Was kolejny konkurs, w którym nagrodą jest egzemplarz mojej drugiej powieści. Rok szkolny tuż tuż, dlatego też postanowiłam, że tym razem zadanie konkursowe będzie wiązało się właśnie ze szkołą :-)
   Chciałabym, abyście w komentarzu pod tym postem (lub w emailu do mnie - pozostawiam to Wam do wyboru) opisali najzabawniejszą sytuację z czasów szkolnych, jaka się wam przytrafiła. Przygodę, żart, zabawny epizod, śmieszną wpadkę, którą nadal wspominacie z uśmiechem na ustach.
   Tym razem poproszę Was również o pomoc w wyłonieniu zwycięzcy! Pośród wiadomości i komentarzy wybiorę trzy najzabawniejsze historyjki, a następnie poproszę Was o zagłosowanie na jedną z nich. Autor czy też autorka historii z największą liczbą głosów dostanie ode mnie w nagrodę egzemplarz "W poszukiwaniu siebie" z imienną dedykacją. Na Wasze komentarze czekam do czwartku 19-go września, a głosowanie na najzabawniejszą historię, w postaci ankiety na blogu, rozpocznie się w piątek 20-go września i potrwa przez tydzień. O rozpoczęciu i wynikach ankiety powiadomię Was w osobnych postach. Nie zapomnijcie dołączyć do komentarza swojego adresu email! Tym, którzy mogą umieścić informację o konkursie na swoim blogu lub profilu FB, będę bardzo wdzięczna :)
   Wszystkich serdecznie zachęcam do udziału w zabawie! Szkolne wspomnienia czas zacząć!


16 komentarzy:

  1. naprawdę warto wziąć udział, jestem w trakcie czytania pierwszej części, jest rewelacyjna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako że miałam bardzo "szaloną" klasę, to trudno mi wybrać konkretną historię. Ale oto jedna z tych, która najbardziej zapadła mi w pamięć.
    Była końcówka roku szkolnego. Cała klasa leżała z twarzą na ławkach i z ustęsknieniem wyczekiwała ostatniego dzwonka, który pozwoli wyrwać się do domu. Nauczyciel historii opowiadał o panowaniu króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, ale nikt go za bardzo nie słuchał. Wiadomości wpadały do naszych głów jednym uchem, ale za moment wylatywały drugim.
    Jeden z moich kolegów podniósł rękę z pytaniem, czy może umyć ręce. Nauczyciel ze znużeniem przytaknął. Chłopak podszedł do umywalki w kącie klasy i zdjął duży czerwony ręcznik z wieszaka. Oglądnął się, ale nauczyciel nie zwracał na niego uwagi. Zawiązał ręcznik na szyji niczym pelerynę, krzyknął "Jestem Supermanem!" i wyskoczył przez szeroko otwarte okno. Po kilku minutach zapukał do klasy i został powitany gromkiki oklaskami i głośnym śmiechem. Na szczęście mieliśmy lekcje na parterze, bo nie wiem, jak skończyłaby się jego nauka latania.

    Pozdrawiam!
    ola.pyt9@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Olu! Szczerze się uśmiałam :-)

      Usuń
  3. Na pewno wezmę udział :) Myślę, że będzie warto :D Odpowiedź prześlę mejlem, bo najpierw muszę sobie coś śmiesznego przypomnieć :)
    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam na mojego bloga uzupełnianego o książkowe vlogi:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja pamiętam z czwartej klasy podstawówki lekcje biologii. Nauczycielka zapytała mojego kolegę, który miał ciężką wymowę i słabo odmieniał wyrazy. Ile kura ma nóg. A on odpowiedział: kura ma dwa nogi. Wszyscy zaczęli się śmiać. Nauczycielka dalej go przepytywała i zapytała czym się różni człowiek od zająca. Chłopak pomyślał chwilkę i odpowiedział, że człowiek nie ma ogona. Tak się skończyła jego męczarnia z biologiczką:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak bywa :) Mój kolega z podstawówki stojąc przed mapą, na prośbę nauczyciela o odczytanie nazwy rzeki w Ameryce Północnej, przeczytał: rzeka Misipisi :-)

      Usuń
  5. W szkole byłem niezłym urwisem i czasem robiłem rzeczy baaaardzo głupie. Razu pewnego w szatni przed wf-em bawiliśmy się ze znajomymi petardami. Małe to było i raczej niegroźne, ale w szkole niedozwolone pod żadnym względem. Okno otworzyliśmy, aby wywietrzyć smród siarki i rzucaliśmy kapiszony do szkolnego kibelka. Nagle słyszymy jednak, że idzie nasz nauczyciel od wf-u. Ja stoję z zapaloną petardą w ręce, a drzwi się otwierają. Klnę więc pod nosem i jedynym co przychodzi mi do głowy to rzut przez okno. W oknie były jednak kratki (pewnie żeby uczniowie nie uciekali z wf-u) i niestety nie trafiłem w szparę tylko w metal i petarda odbiła się od nich upadając wprost pod nogi nauczyciela. Skończyło się to wszystko nagana do dziennika, ale na szczęście mama do szkoły przychodzić nie musiała. I bardzo dobrze, bo wtedy to by dopiero dało ;)

    Pozdrawiam, Piotr
    derufin90@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi przypomina historię, gdy w podstawówce razem z koleżankami przebierałyśmy się w szatni po skończonych zajęciach z wf-u. Ja już byłam gotowa i przy wyjściu czekałam na przyjaciółkę. Na zewnątrz na swoją kolej czekała grupa chłopców ze starszej klasy. Niestety jednemu z nich chyba za bardzo się spieszyło, bo nagle drzwi szatni otworzyły się z rozmachem i brzegiem przydzwoniły mi w głowę tak, że niemal zobaczyłam gwiazdy. Skończyło się na łzach i wizycie u higienistki :)

      Usuń
  6. Miałam sporo takich szkolnych wpadek, ale akurat przypomniała mi się jedna z nich.
    W Liceum niespecjalnie lubiłam matematykę, niejednokrotnie zdarzało mi się podczas lekcji chować się na szarym końcu klasy i słuchać muzyki z mp3. Któregoś razu nauczycielka podeszła do mnie (totalnie zasłuchanej i zatopionej w swoim świecie)i krzyknęła:
    "Zwolińska, co ty masz w uszach?!" na co ja zupełnie zdezorientowana odpowiedziałam:"chleb". Klasa pokładała się ze śmiechu a nauczycielka z niezwykłą siłą zaciskała wargi by się nie uśmiechnąć.

    Pozdrawiam :)
    Katarzyna_zwolinska28@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje najlepsze wspomnienia ze szkoły są związane z kółkiem teatralnym, do którego należałam aż do zakończenia liceum.
    Takich zabawnych historii jest mnóstwo, ale większość trzeba byłoby zobaczyć na żywo, żeby były tak śmieszne, jak w moich wspomnieniach:)

    Jedna z nich, zakrawająca o opowieść grozy...:
    Przedstawienie na 11 listopada. Ciemno. Na krzesłach rozstawione znicze, my poważni ułożeni w jakiś krzyż czy coś, albo pełzający w oparach dymu, bo to najczęstsze motywy w naszych spektaklach;). Nagle chłopak odpowiedzialny za dźwięk zrywa się z widowni i biegnie na scenę. Reżyserka przerażona do niego krzyczy: Michał! Siadaj, co ty... . Michał posłusznie staje w miejscu i nieco przerażony autorytetem naszej pani "Ale... krzesło się pali.."
    Jakim cudem my tego nie zauważyliśmy?:) Na szczęście pożar w porę ugaszono, a my wypełzliśmy ze sceny wśród oklasków:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czas nauki w szkole to skarbnica takich wesołych wspomnień.
    w podstawówce uwielbiałam się bawić z kolegami w chowanego.Wszelkie schowki,komórki w naszej szkole były doskonałym miejscem by się ukryć.Pewnego dnia ukryłam się w magazynku i zasnęłam.Obudziłam się po południu,gdy w szkole było pusto bo lekcje się skończyły.Dobrze,że wożny mieszkał na terenie budynku,bo bym chyba nocowała.No,ale bura od niego i od rodziców za moją bezmyślność mnie nie ominęłą.
    jolunia559@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. W liceum miałam przedmiot ekonomiczny, coś o przedsiębiorczości. Pamięć krótka to i nazwy już nie pamiętam.
    Mieliśmy się przygotować do odpowiedzi na temat spółek. Nie powiem, uczyłam się. Ale bałam się odpowiadać. Dużo osób zgłosiło nieprzygotowanie. Praktycznie wszyscy. Jedynie osoby, które już wykorzystały nieprzygotowanie, nie zgłosiły jej. Pomyślałam, że też zgłoszę nieprzygotowanie.
    Pani pyta pierwszą osobę - pała, drugą osobę - pała, trzecia... W końcu pani się denerwuję. Mówi, że jesteśmy najgorszą klasą, że ani jednego nie ma, co by się nauczył itp.
    Głupio mi się zrobiło, że tak gada. I się zgłosiłam, że może bym spróbowałam.
    Dostałam 4+ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaaa, i mój email: magda-17_17@o2.pl

      Usuń
  10. Bardzo nie lubiłam chemii więc przeważnie zawsze na sprawdziany byłam przygotowana „w ściągi”. Prawie zawsze udało mi się z nich skorzystać aż do tego feralnego dnia. Na teście udało mi się skorzystać z moich „pomocy naukowych” i jeszcze przed oddaniem spojrzałam do koleżanki, bo nie znałam odpowiedzi na jedno pytanie i niestety psorka to zauważyła… „Proszę do pierwszej ławki” usłyszałam. „O nie pomyślałam!!!” Ściągi (w dużej ilości) miałam w rękawach bluzki. Wiedziałam, że jak wstanę z krzesła to mogą wypaść i choć starałam się, aby tak się nie stało… znalazły się na podłodze w chwili, gdy chciałam się przesiąść. „Oj nie ładnie…czeka Cię poprawka” – powiedziała nauczycielka.
    W chwili, gdy oddawała sprawdzone testy powiedziała, że moja praca jako jedna z najlepiej napisanych byłaby oceniona na 4 z plusem, gdybym oczywiście nie dała się złapać i się uśmiechnęła :)
    No cóż sami oceńcie, czy warto było ściągać… uważam, że tak bo tylko raz wpadłam :D, a chemii naprawdę nienawidziłam.:)
    Pozdrawiam serdecznie,
    kwiatusia1@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie zapomnę najzabawniejszej, a zarazem najbardziej żenującej lekcji języka polskiego w gimnazjum.A było to tak: po dzwonku wszyscy udali się do klasy i zajęli swoje miejsca. Wszystko odbyło się sprawnie i bez hałasu, iż pani była wymagająca i czuliśmy przed Nią respekt. Ale to wyjątek, bo na innych lekcjach było wręcz odwrotnie. Jeden z siedzących przede mną kolegów miał laptopa (dyslektyk).Podczas gdy Pani omawiała poważne tematy z literatury on oglądał niezbyt cenzuralne filmy. Ja zawsze byłam skromna i wstydliwa, więc gdy spojrzałam przed siebie nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Starałam się opanować, lecz nawet nie patrząc wiedziałam, że wszyscy się śmieją i ja również. A najzabawniejsze jest to, że Pani nie zdawała sobie z tego sprawy i była bardzo poważna. ;)
    katrinakasia3@wp.pl

    OdpowiedzUsuń